wtorek, 7 maja 2013

22. Przestrzeń samotności - Konrad Gonera





wydawnictwo: Novea Res 
data wydania: 2013r.
ilość stron: 264
okładka: miękka ze skrzydełkami 




W życiu bywają momenty, podczas których mamy ochotę usiąść i płakać do poduszki. Nie chcemy nikogo widzieć, pragniemy na jakiś czas pozostać sami, pogrążeni w swoich myślach. Bywają też takie momenty, że uśmiechamy się do każdej osoby napotkanej na ulicy, nawet jeśli jej nie znamy. Jesteśmy po prostu zadowoleni i chcemy to okazać. Miewamy różne humory. Raz jest dobrze, raz źle. Ale idziemy wciąż naprzód przez życie dzięki ludziom, których darzymy sympatią i zaufaniem. Lecz co wtedy, gdy tych ludzi brakuje?

Cześć. Jestem Harry. Harry Ambrose. Mam dwadzieścia trzy lata i jestem studentem literatury. Mieszkam sam w dużym domu, w którym raz na jakiś czas pojawiają się moi rodzice. Pracują przeważnie za granicą, więc prawie ich nie widuje. Nic nie szkodzi, zdążyłem przyzwyczaić się do zaistniałej sytuacji. Od lat przyjaźnię się z Evanem, który jest moim najlepszym przyjacielem. Jedynym przyjacielem, ściślej mówiąc. Teoretycznie rzecz biorąc, w ogóle nie spotykam się z ludźmi, nie licząc godzin spędzonych na uczelni pośród innych studentów. Do tej samotności również przywykłem, jednak Evan uparł się, iż muszę poznać jego znajomych. Mówił, że na pewno i ja się z nimi zaprzyjaźnię. Na początku stawiałem lekki opór, jednak wiedziałem, że moje gadanie i tak jest bez sensu, bo przyjaciel nie odpuści, więc uległem. Czy żałuję, że poznałem nowych ludzi? Raczej nie. Tak jak mówił Evan, zaprzyjaźniłem się z nimi. To oni sprawili, że moje życie nabrało kolorów. Byłem im za to wdzięczny. Związałem się z nimi silną więzią, której nic nie było w stanie przerwać. Przynajmniej tak sądziłem...


Harry jest samotny. Być może on nie zdaje sobie z tego sprawy, ale tak jest. Pragnie wręcz kontaktu z innymi ludźmi, ale sądzi, że to samo przyjdzie. Uważa, że coś stanie się bez jego ingerencji. Dlatego do akcji wkracza Evan. Harry staje się szczęśliwszym człowiekiem po poznaniu Julii, Nathana i Esme. Nie można również pominąć małej Pati. Zaczyna czuć, że żyje. Jest szczęśliwy. Jednak w pewnym momencie coś się dzieje. Evan wyjeżdża, Pati się przeprowadza, Esme jest w szpitalu, Julia prawie nie ma czasu. Harry już nie ma do kogo się odezwać. Pragnie nawet krótkiej rozmowy. Potrzebuje tego. Potrzebuje tego, być żyć. Znowu zaczyna czuć się samotny. Ta pustka przytłacza go. Czuje, że nikogo nie obchodzi. Ma wrażenie, że nie jest dla nikogo ważny, skoro wszyscy go opuścili. To przeświadczenie nie opuszcza go ani na chwilę, nie pozwalając normalnie funkcjonować. Teraz już nawet Evan nie może mu pomóc. A Harry właśnie tego by chciał - chciałby, aby ktoś powiedział mu, że musi się ogarnąć, że musi coś zrobić ze swoim życiem. Ale wie, że nikt tego nie zrobi. Znowu jest samotny. Lecz ta samotność jest silniejsza niż wcześniej.

Autor tak właśnie chciał przedstawić fabułę swojej książki. Przynajmniej ja tak ją odebrałam. Musze powiedzieć, iż Konrad Gonera miał świetny pomysł na powieść. Doprawdy, świetny. Szkoda tylko, iż przedstawił go w niego nieadekwatny sposób. Muszę nawet powiedzieć, iż w jakimś stopniu go zmarnował. Jeśli chodzi ogólnie o fabułę, to wypadła słabo. Miała wyjść książka nieco psychologiczna, nieco filozoficzna z otoczką życia codziennego. To byłoby naprawdę dobre, jeśliby to dobrze rozegrać. Autor niestety zamiast na tym, skupił się na suchym opisie wydarzeń. Brakowało mi w tej książce jakichś emocji, jakichś uczuć. Ważne wydarzenia zostały opisane skrótowo, a te mniej ważne dogłębniej. Uważam, iż autor zdecydowanie mógł pokusić się o dokładniejsze opisy, które tylko wzbogaciłoby nasze wyobrażenie o świecie Harry'ego, ale i też pozwoliło bardziej wczuć się w klimat powieści, który mnie w ogóle nie porwał. Liczyłam na książkę przepełnioną żalem, nadzieją, smutkiem i radością na przemian, a dostałam zwykłą opowiastkę, która chciałaby wykrzesać z siebie coś więcej. Jednak ta opowiastka nie była taka tragiczna - w jakimś stopniu mnie zainteresowała, ale przyznam, iż już pod koniec nieco męczyłam się z czytaniem.

Bohaterowie w "Przestrzeni samotności" są prawie tacy sami. Niby interesują się różnymi rzeczami, jednak wszyscy są bardzo mili i sztuczni. Nie jestem pewna, czy w dzisiejszych czasach znajdzie się cała grupka osób, która siliłaby się na miłe słowa, byłaby pomocna dla każdego i przejmowała się każdym drobiazgiem. Jedna, dwie na pewno by się znalazły. Ale wszyscy? Na pewno nie. Ludzie tacy nie są. Nie ma takich ludzi, którzy zostali przedstawieni w tej książce. Trochę drażniły mnie rozmowy między nimi, które były schematyczne. Ponadto niektóre z nich nie wnosiły zupełnie nic do treści. Bohaterowie rozmawiając, zachowywali się, jakby mieli po dziesięć lat, a nie dwadzieścia parę. Do tego filozofowanie, umieszczone w dialogach, zupełnie nie pasowało. Może nie tyle nie pasowało, a zostało źle opisane, przez co traciło na wartości. Autor powinien opisać różne kwestie w sposób zrozumiały dla czytelnika, czego nie zrobił. Nie twierdzę, iż nie rozumiałam przekazu. Zrozumiałam, jednakże te "mądre" wyrażenia były nieodpowiednie.

Jest jeszcze kwestia spraw, które zostały poruszone w tej książce. Gonera skupił się na tematach, które w dzisiejszych czasach są tematami tabu lub większość społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś takiego w ogóle istnieje. Podziwiam autora za to, iż nie bał się przedstawić swojego zdania na różne zagadnienia oraz, że w ogóle pomyślał o napisaniu takiej powieści. Mogę mniemać, iż Gonera chciał zwrócić uwagę czytelników na sprawy warte uwagi i zastanowienia, obok których nie można przejść obojętnie. Dobrze jest wiedzieć, iż są jeszcze osoby, pragnące nauczyć czegoś nasze społeczeństwo.

Reasumując, chciałabym polecić tą książkę każdemu. Nie skupiałam się dzisiaj na błędach, więc mam nadzieję, iż nie odstraszyłam Was od tej pozycji. "Przestrzeń samotności", mimo nieco słabego wykonania, jest naprawdę warta uwagi. Może dzięki niej ludzie zaczną poświęcać więcej uwagi tematom, o których zapominamy, nie wiemy, bądź nie chcemy wiedzieć. Moja ocena: 7/10.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:



Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę. 

16 komentarzy:

  1. Z chęcią poznałabym książkę tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się, że to bardzo poruszająca lektura. Nawet jeśli posiada pewne niedociągnięcia, to i tak chętnie bym sięgnął. W końcu i tak trudno o powieść idealną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nie czytałam tak wyczerpującej recenzji ;) Ciekawi mnie ta poruszająca książka, sama już jej się przyglądałam i kto wie, czy nie zdecyduję się na jej lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za takimi książkami, więc i tę sobie odpuszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i bardzo mi się podobała. Porusza ważne tematy i wnosi coś nowego.
    pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ogromną ochotę na tę książkę :) dziękuję za zwrócenie uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm nei jestem pewna, czy ta książka mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie dla mnie, recenzja bardzo ładna ale książka nie w trafia w mój gust.
    Ps. zdaje się, że mały błąd "Jest jest kwestia"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wkradł mi się mały chochlik. :) Dobrze, że chociaż jedna osoba zwróciła na to uwagę.

      Usuń
  10. Lektura, zdaje się, nie dla mnie, i bez niej wystarczająco w moim życiu samotności. ;)

    Czy w pierwszym zdaniu ("W życiu bywają momenty, podczas których mamy usiąść i płakać do poduszki") nie zabrakło przypadkiem jakiegoś słowa, np. "ochotę"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, zabrakło... Ach, znowu coś przeoczyłam!

      Usuń
  11. Może być ciekawe. Chociaż nie do końca jestem pewna, czy do mnie taka stylistyka przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z tą recenzją cąłkowicie. Wczoraj skończyłam lekturę książki i czuję połowiczne nią rozczarowanie. Pod koniec miałam ochotę opieprzyć zarówno Harry'ego jak i samego Gonerę za takie zakończenie. Choć przyznam, że pod koniec styl autora nieco się poprawił, w ostatnich rozdziałach było coś naprawdę JEGO. Jakiś styl. Reszta, to raczej przelewające się bez sensu opisy bez wyczucia. Nie polecam, choć sam pomysł książki istotnie był czegoś warty.

    OdpowiedzUsuń