niedziela, 9 marca 2014

57. Sprzedana - Sophie Hayes





wydawnictwo: Amber
tytuł oryginalny:  Trafficked
data wydania:  24 września 2012r.
ilość stron: 320
kategoria: biografia


... jestem zbyt głupia, by zasługiwać na czyjakolwiek miłość.

Myślałam, że wiele już w życiu słyszałam i nic mnie nie zaskoczy. Historia Sophie wywołała wielki szok, mimo iż wiem, do czego zdolni są ludzie i nie powinnam być aż tak zaskoczona. A jednak. Nigdy nie będę w stanie zrozumieć, jak osoba, która przez tyle lat jest dla kogoś oparciem, w ciągu jednej chwili staje się jego wrogiem...

Sophie nie miała wiele szczęścia w życiu. Ani miłości. Pragnęła być obdarzona tym uczuciem przez ojca, który na każdym kroku powtarzał jej, że jest nieudacznikiem, że jest po prostu głupia. Co może czuć i myśleć osoba, która dzień w dzień słyszy takie słowa? Że rzeczywiście tak jest. Miała wrażenie, że nie zasługuje na miłość, choć pragnęła tego uczucia. Odpychała adoratorów, lecz wiązała się z mężczyznami, do których jednak coś poczuła i nie mogła przejść obok tego obojętnie. Lecz nie to jest najważniejsze. Najistotniejszą sprawą, jest to, że poznała Kasa.
Próbował ją poderwać, bezskutecznie. Zdobył jej numer. Zdzwonił. Przez trzy lata rozmawiali ze sobą prawie dzień w dzień. Aż w końcu postanowiła do niego pojechać. Spędzili cudowny weekend, Sophie myślała, że w końcu odnalazła szczęście i miłość. Jednak gdy oznajmiła, że musi wracać, wszystko się zmieniło. Kas nie pozwolił jej opuścić Włoch. Miał dług, który ona musiała spłacić.

- Właśnie po to tu jesteś – powiedział wyraźnie, jakby tłumaczył coś dziecku opóźnionemu w rozwoju. – Żeby pomóc mi spłacić ten dług. Znajdę ci miejsce do pracy – na ulicy. Chyba każdy chętnie by się tak poświęcił dla kogoś, kogo kocha.

Wiedział, jak sprawić, by została. Wiedział, jak dobierać słowa. Wiedział, jak używać siły. Sophie nie miała wyjścia. Musiała robić, co kazał, by chronić swoje rodzeństwo.

A Kas był wszędzie.
Znał każdy jej ruch.
Pojawiał się niespodziewanie.
Czasami ją ratował.
Czasami był miły.
Często ją bił.
A Sophie była na każde jego zawołanie.
Robił z nią, co chciał.
Wychudzona dziewczyna leciała do niego, gdy tylko ją zawołał.
Była szczęśliwa, gdy mówił jej, że mu na niej zależy.
Nie rozumiała.


Kiedy dzieje się coś złego, co naprawdę cię odmienia, przestajesz wiedzieć, kim jesteś.

Tego, jak czuje się człowiek więziony i zmuszany do prostytucji, bity, poniżany, gwałcony, nie jest w stanie zrozumieć nikt, kto tego nie przeżył. Nawet przeczytawszy "Sprzedaną" jedynie zapoznajemy się z tym tematem, a tylko nieliczni próbują wyłapać to, co zawarte jest między wierszami. Mogła uciec? Mogła obmyślić jakiś plan? Mogła kogoś powiadomić? Nie mogła. Bała się. A jednocześnie była przywiązana do swojego oprawcy. Targały nią sprzeczne emocje, których sama nie była w stanie w pełni zrozumieć. Jedno było pewne - nie chciała tak żyć. Dziwiła się dziewczynom, które pracowały na ulicy z własnej woli.
Jednak w pewnym momencie udało jej się uwolnić. Tak, wtedy już mogła coś zrobić. Nie wytrzymała. Ale potrzebowała bodźca, który ją do tego zmusił - w końcu nadal się bała.

 Książka zdecydowanie warta uwagi. Powinien zapoznać się z nią dosłownie każdy, ponieważ nie jest to temat obojętny dla społeczeństwa. Sprzedawanych, uprowadzonych i więzionych kobiet na świecie wciąż są tysiące, wiele z nich nie mają takiego szczęścia jak Sophie. Ona uciekła. Inne mogą umrzeć. 

wtorek, 11 lutego 2014

56. Wszyscy mamy tajemnice - Harlan Coben






wydawnictwo: Albatros 
tytuł oryginalny: Live wire 
data wydania: 2012r. (data przybliżona) 
ilość stron: 461
kategoria: sensacja/kryminał 



"Życie jest jak rzeka i kiedy zmieniasz jego bieg, jesteś odpowiedzialny za to, dokąd zmierza"

Harlan Coben. Mówi się: świetny pisarz, dobre książki, trzymające w napięciu... Być może nie wszyscy tak uważają. Niektórym może w ogóle nie podobać się jego styl pisania. Tak, każdy ma inny gust. Mi się podoba (o czym wie już chyba każdy czytelnik mojego bloga) i z wielką chęcią sięgam po kolejne jego powieści. Jedne wypadają dobrze, inne świetnie, są też nieco słabsze. Jak na ich tle wypadła dzisiejsza pozycja? 


Dawna gwiazda tenisa i jedna z pierwszych klientek Bolitara, Suzze, zwraca się do Myrona z prośbą o ratowanie jej małżeństwa. Niedawno ktoś umieścił na Facebooku komentarz kwestionujący ojcostwo nienarodzonego jeszcze dziecka pary. Zaraz potem Lex opuścił będącą w ósmym miesiącu ciąży żonę i przepadł bez wieści... Kobieta jest zrozpaczona, komentarz na jej profilu był dziwnie podpisany – nie tylko pseudonimem, ale również jakimś symbolem. Suzze obawia się, że Lexowi może grozić śmiertelne niebezpieczeństwo.
Myron musi odnaleźć nie tylko zaginionego małżonka, ale również autora facebookowej notki.


Po przeczytaniu znacznej ilości książek Cobena, żaden opis z tyłu okładki mnie już nie fascynuje, a czasami nawet mam wrażenie, że gdybym nie znała autora, nie wzięłabym danej pozycji. Wiem jednak, iż nudny jak flaki z olejem opis nie zawsze równa się z opisywaną historią.

"Oto właśnie zaleta internetu: każdy może się wypowiedzieć. Natomiast wadą internetu jest to, że każdy może się wypowiadać."

Myron Bolitar - jak zawsze błyskotliwy i gotowy do działania. Niczego się nie boi, a przynajmniej próbuje stwarzać takie pozory, zagadując tych, którzy staną mu na drodze. Jego poczucie humoru wszystkich powala na kolana. Łącznie z nim. Mało kto potrafi zrozumieć i docenić prawdziwy kawał.
Autor po raz kolejny wprowadził bohatera w świat, gdzie nikt nie ma lekko. Bogaci ludzie zmagający się z codziennymi problemami. Narkotyki. Zabójstwa. Pobicia. Szantaże. Interesy. Myron dobrze zna ten świat. My również. A jak dobrze Myron zna swoją rodzinę?

Suzze jest w ciąży. Lex znika. Ktoś sugeruje na facebooku, że dziecko nie jest jego. Suzze się boi i chce znaleźć autora komentarza. Myron trafia na ślad. Przyjaciele mu pomagają. Znajduje Lexa. Pojawia się Kate. Lex znika. Kate też. Myron dostaje manto. Znowu się czegoś dowiaduje...

W książkach Cobena nie brak jest nagłych zwrotów akcji, rozdziałów pisanych z różnych perspektyw, by czytelnik przez dłuższą chwilę miał okazję zastanowić się, co będzie dalej. Zabieg idealnie pasujący do takiego typu książek - wątki przeplatają się, mieszając w głowie, by na koniec ułożyć się w logiczną całość, a na dodatek zaskoczyć nas. To jest kwestia, która wychodzi Cobenowi bardzo dobrze. Lecz mimo to muszę przyznać, iż książki Harlana są schematyczne, podobne... Tak, każda jest inna, opowiada o innej historii... Historii, która po głębszym przeanalizowaniu posiada szkielet poprzedniej, co sprawia, że chwilami ochota na czytanie gdzieś znika, a w głowie pojawia się myśl, że coś podobnego już się czytało. Jednak wraca się do owej historii, bo ciekawość ludzka jest zbyt silna, by zapomnieć.
Tak właśnie było ze mną. Książka nie porwała mnie w znacznym stopniu, ale też nie zanudziła. Jest dobra, jak dla mnie 7,5/10. Zawsze mogłaby być lepsza.

"...my, rodzice jesteśmy jak mechanicy samochodowi. Potrafimy wyregulować auto i dopilnować, żeby miało odpowiednie płyny, możemy sprawdzić pracę silnika, stan oleju, przygotować je do jazdy. Jednak samochód to samochód. Kiedy się zjawia, jest to jaguar, toyota lub prius. Nie zamienisz toyoty w jaguara."


sobota, 8 lutego 2014

Pierwsze (przegapione) urodziny bloga!

Dokładnie rok i cztery dni temu napisałam pierwszy, wprowadzający post, który składał się z całych pięciu4 lutego 2013r w godzinach wieczornych. Jak często powtarzam, nie sądziłam, iż uda mi się tak długo wytrzymać z blogowaniem. A raczej nie tyle wytrzymać, bo nie jest to zajęcie męczące, ile nie znudzić. Wcześniej szybko nudziłam się dodawaniem postów i moje blogi po miesiącu były usuwane. Tym razem jednak blogowanie stało się moją pasją, zajęciem, które jest częścią mojego życia. Zdarzały się dobre i złe chwile, - jakkolwiek ckliwie to brzmi - momenty, kiedy nie miałam ochoty pisać recenzji, czytać, odpowiadać na komentarze, zaglądać do innych blogerów... Ale chyba każdy z nas przeżył taki mały kryzys. Zawsze wszystko wracało do normy. I z tego trzeba się cieszyć.
linijek tekstu! Tak, blog został założony
Statystyki bloga są dokładnie widoczne dla każdego. Postanowiłam sporządzić ranking pięciu książek, które najbardziej utkwiły mi w pamięci i pięciu tych, o których już zapomniałam. Kolejność losowa. 

Najciekawsze pozycje:

Droga przez piekło - Stefan Wasilewski link do recenzji
Oko Kanaloa - Sir B. Angel link do recenzji
Kostka - Iza Korsaj link do recenzji
Giń - Hann Winter link do recenzji
Gwiazd naszych wina - John Green link do recenzji


Mało ciekawe pozycje:

Wielki zły wilk - James Patterson link do recenzji
Dobry zabójca - Dean Koontz link do recenzji
Przegląd Końca Świata: Feed - Mira Grant link do recenzji
Jedyna prawda - Olle Lonnaeus link do recenzji
Abel i Kain - Katarzyna Kwiatkowska link do recenzji

Ostatnio nie czytam zbyt wielu książek. Aż wstyd mi przyznać, iż w ferie również zaniedbałam wszystko, co możliwe i przeczytałam jedynie jedną książkę. Cóż, zacznie się szkoła, a Ellena będzie książki czytać, zamiast się uczyć. Nic nowego.
Jak widać, zbyt wylewna nie jestem, bo też już nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać. Mam nadzieję, iż uda mi się prowadzić bloga bardziej systematycznie oraz, iż zdobędzie on nowych czytelników. Ale jak na razie dziękuję tym, którzy odwiedzają mojego bloga! ;* Bez was prowadzenie go nie miałoby sensu.



wtorek, 21 stycznia 2014

Liebster Blog Award




Już kilka razy brałam udział w tej zabawie, więc skoro było ich trochę, jeszcze jeden raz nie zaszkodzi. Zostałam nominowana przez Książki Jane (http://ksiazki-jane.blogspot.com/), za co serdecznie dziękuję. :)

Ja nie nominuję nikogo - większość chyba brała udział w tej zabawie.




1. Gdzie najchętniej spędziłabyś/spędziłbyś ferie zimowe?
W ciepłych krajach. :)
2. Jakie cechy charakteru według ciebie powinien mieć idealny bohater powieści?
Powinien być podobny do mnie. ;]
3. Jaka książka wywarła na tobie największe wrażenie w ubiegłym miesiącu?
Nie było takiej.
4. Czy częściej kupujesz czy wypożyczasz książki?

Wypożyczam.
5. Jak wspominasz czytanie szkolnych lektur?
Nie każda przypadła mi do gustu, nie każdą przeczytałam. Wrażenia są podzielone, aczkolwiek uważam, iż większość z nich nie powinna być lekturą albo nie pasuje do wieku, w którym jest omawiana.
6. Jakie książki planujesz przeczytać w najbliższym czasie?
Po raz kolejny Intruz oraz książkę o mimice twarz.
7. Z jakim bohaterem książkowym najbardziej się utożsamiasz?
Wielu bohaterów "posiada" takie same cechy charakteru jak ja, aczkolwiek nie mogę stwierdzić, z którym najbardziej się utożsamiam.
8. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z książkami?
Na przełomie I i II gimnazjum.
9. Ile (około) książek liczy sobie twoja biblioteczka?
Ok. 30. Uboga jest. :(
10. Jaka jest "najgrubsza" przeczytana przez ciebie książka?
Chyba Przed świtem.
11. Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Złotowłosa i trzy misie - wciąż mam tą książeczkę, mimo iż jej stan pozostawia wiele do życzenia...

niedziela, 19 stycznia 2014

55. Operacja mamba - Marcin Sobecki








wydawnictwo: Novae Res 
data wydania: 31 października 2013r.
ilość stron: 272
okładka: miękka
kategoria: sensacja



   Patrzysz na okładkę. Ciemne okulary na tajemniczej twarzy uniemożliwiają ci dostrzeżenie oczu. Może dzięki nim być coś zrozumiał. Ale tak stać się nie może, nie możesz nic wiedzieć. Nie po jego wzroku. Nie po jego wyrazie twarzy. On ci w niczym nie pomoże. Myślisz, iż jest odpowiedni do grania czarnego charakteru? Ha! Śmieje się w tym momencie z ciebie, mimo iż jego twarz jest niewzruszona. On już nim jest. Ale nikt nie wie, gdzie go znaleźć.

W Krakowie tajemniczy mężczyzna zaczyna wyręczać nieskuteczne organa ścigania i wymierzać sprawiedliwość. Stosuje przy tym niekonwencjonalne metody likwidacji groźnych przestępców, wykorzystując do tego doświadczenie nabyte podczas pobytu w Afryce, gdzie zajmował się odłowem dzikiej zwierzyny. Staje się przez to niezwykle niebezpieczny dla miejscowego półświatka. Przeciwko tajemniczemu mścicielowi staje nie tylko policja, lecz również zatrudniony przez bossów mafii płatny zabójca. 

Sami przyznacie, iż opis książki nie jest zbyt intrygujący, mimo że pojawiają się słowa takie jak "mafia", "płatny zabójca"... I to chyba tyle interesujących słów. Jedynie te dwa wyrazy sprawiły jakieś zainteresowanie książki. Reszta niejako wydaje się być nudna. Lecz czy rzeczywiście tak było?

Jacek Wilk nie żyje. Odbywa się nabożeństwo żałobne. W innej części miasta w jednym z mieszkań wybucha bomba, która uśmierca mężczyznę. Chwilę później na Komendę dzwoni zabójca, chcąc opowiedzieć o owym wydarzeniu. Deklaruje, że na tym nie poprzestanie. Musi zginąć więcej osób. Musi zabić ich wszystkich. Wszystkich członków mafii, którzy mieli związek ze śmiercią młodego studenta, Wilka. Zabójca jest szybszy od policji. Szybszy od kogokolwiek. Zawsze jest kilka kroków przed nimi. Używa różnych metod egzekucji. Nie bez powodu powieść nosi tytuł "Operacja mamba".

Nie oczekiwałam po tej książce zbyt wiele. Jak pierwszy raz ją zobaczyłam, miałam wrażenie, że mi się nie spodoba. Ale przeczytałam recenzję o niej i poczułam się zachęcona do jej przeczytania. Naprawdę uwierzyłam, iż moje pierwsze wrażenie o niej może być błędne. Niestety w tym przypadku mogłam posłuchać się intuicji. "Operacja mamba" nie liczy wiele stron, a pomysł na nią jest dość ciekawy. Ba! Mogłabym nawet rzecz, iż jest bardzo dobry. Jednak w tym wypadku autor totalnie pogrzebał ten pomysł. Mógł wyciągnąć z niego o wiele więcej, stworzyć zupełnie inny świat, który jeszcze bardziej zainteresowałby czytelników. Mógł stworzyć świat prawdziwego kryminału, a nie jakieś powiastki ocierającej się o ten gatunek. Nie powiem - takie kwestie jak morderstwa, mafia, ściganie, wybuchy, etc. są obecne, jednakże liczy się też fakt, jak zostały opisane. Według mnie nijak. Po prostu nijak. Postaci zostały przedstawione w podobny sposób. Ba! Wręcz ich przedstawienie odpychało mnie od nich. Który normalny szef mafii wyrzuciłby świstek ze swoimi danymi? Nawet nieuwaga tu nie wchodzi w grę! Styl pisania autora również pozostawia wiele do życzenia. Jest zbyt prymitywny.

Jakbym podsumowała tą pozycję? Nie przypadła mi do gustu pod żadnym względem. Tyle mogę o niej powiedzieć.

* * *

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:



środa, 25 grudnia 2013

54. Dobry zabójca - Dean Koontz




wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginalny: The Good Guy
data wydania: 27 lutego 2009r. 
ilość stron: 384
okładka: miękka 
kategoria: thriller 


„Nie trzeba pytać dlaczego.Zło po prostu istnieje.”

W ciągu naszego życia spotykamy wielu ludzi. Jednych poznajemy dość dobrze, zaprzyjaźniamy się z nimi, planujemy wspólne randki, wyjazdy, może nawet będziemy prowadzać nasze dziećmi z ich dziećmi do szkoły. Spotykamy też takie osoby, które na pierwszy rzut oka wywierają na nas złe wrażenie. Nie chcemy mieć z nimi nic do czynienia, więc nie próbujemy kontynuować znajomości. Spotykamy również takie osoby, o których nawet nie wiemy, że je spotkaliśmy. Mijamy się z kimś na ulicy, wpadamy na kogoś, zamieniamy z kimś jedno słowo na przejściu dla pieszych, czekając na zielone światło. Równie dobrze ktoś może się do nas przysiąść, gdy siedzimy w barze. Nigdy nic nie wiadomo, a możliwości jest wiele.

Tim Carrier również spotkał na swojej drodze osobę, z którą nie chciał zawrzeć znajomości. W gruncie rzeczy to ta osoba spotkała jego, gdy w spokoju, pogrążony we własnych myślach, sączył piwo w barze. Osoba niewiele mówiła o zadaniu, ale jedno było jasne. Musiał ją zabić. Musiał zabić kobietę, której nie znał i nie wiedział, dlaczego miał to zrobić. Lecz nagle, gdy osoba odeszła, pojawiła się druga, chętna do zajęcia się sprawą. Ale on na to nie pozwolił. Wiedział też, że ta osoba nie odpuści i będzie chciała wykonać misję. Dlatego musiał działać. Musiał odnaleźć Lindę i uchronić przed niebezpieczeństwem. 

Na tym etapie Tim spotka trzy osoby, o których wcześniej nie słyszał. Dzięki pierwszemu człowiekowi jego życie zmienia bieg w zupełnie inną stronę, czego nigdy nie oczekiwał. Lecz co się stało, to się nie odstanie. Trzeba działać, aby zdążyć na czas. 

Tim dociera do Lindy - zdezorientowanej wiadomością, że jest celem zabójcy. Nie wie, kto pragnąłby jej śmierci. Jest spokojną osoba, nie krzywdzi ludzi, nie przyczynia się do żadnych złych rzeczy. A jednak jest celem. Wraz z Timem zaczynają ucieczkę, w której nieoczekiwanie to Tim stanie się celem. W całą akcję włączy również przyjaciela, Pete'a, który mimo perspektywy utraty pracy zgodzi się mu pomóc. To jest jedna z tych osób w życiu Tima, z którą chciał kontynuować znajomość. 

- Powiedział, że odnajdzie nas szybciej, niż nam się wydaje. 
- Płatni zabójcy lubią się przechwalać. 

Oni uciekają. Zabójca ich goni. Oni się boją. On jest spokojny. Oni nie mają planów awaryjnych. On jest przygotowany. Oni mają wiele do stracenia. On nic. Bawią się w kotka i myszkę. Ale kto jest kim? 

Muszę przyznać, iż pomysł na książkę Koontz miał świetny. Do pewnego momentu. Jednak biorąc pod uwagę sam zamysł, z chęcią bym mu pogratulowała, bo naprawdę mi się spodobał. Ale jak mam ocenić cała resztę? Wykonanie? Zakończenie? Na wszystkie te aspekty pasuje jedno słowo: ŹLE. Koontz po prostu źle wykonał swoje zdania. Miał taki dobry pomysł i spartaczył go też w dobry sposób. Dawno nie czytałam chyba powieści, która zostałaby w taki sposób oszpecona. Nie da się znaleźć na to innego określenia - została po prostu oszpecona. Sam początek - ten przez kilkanaście pierwszych stron - fakt faktem nie jest zbyt dobrze napisany, ale ciekawi czytelnika. Gdyby nie fakt, że spodobał mi się pomysł, rzuciłabym tą książkę w kąt, bo styl pisania autora nie należy do najciekawszych. Ale chciałam się dowiedzieć, jak Koontz zakończy swoją powieść. Z lekką irytacją czytałam kolejne strony, nie mogąc doczekać się końca. A gdy w końcu się go doczekałam, żałowałam, że nie zostawiłam tej pozycji w spokoju. Jestem naprawdę zawiedziona! Nie sądziłam, że znany, dobrze sprzedający się pisarz, zrobi coś takiego. Liczyłam na więcej intrygi. Więcej CIEKAWYCH zwrotów akcji. Ciekawszych dialogów. Więcej opisów. Nie potrzebowałam dziwnych stwierdzeń, które wynikały z dialogów, a później były powtarzane, pod dialogiem. Po co? Do tej pory nie rozumiem. 
Książka w ogóle mnie nie zaskoczyła, nie podobała mi się, więc jaka mogłaby być ocena? Pewnie najniższa. Jest to kolejna pozycja Koontza, która mi się nie podobała. Według mnie autor po prostu nie ma talentu do tworzenia intrygujących powieści.

Tim spotkał w swoim życiu Lindę, z którą zapragnął kontynuować znajomość. Ja poznałam Deana, z którym nie chcę mieć więcej do czynienia.  


środa, 18 grudnia 2013

53. Dobranoc, słonko - Heidi Hassenmuller





wydawnictwo: Ossolineum
data wydania: 2004r. (danego wydania)
tytuł oryginalny: Gute Nacht, Zuckerpüppchen
ilość stron: 122
okładka: miękka
kategoria: literatura młodzieżowa 



Pierwszy raz sięgnęłam po tą książkę na przełomie I i II klasy gimnazjum, kiedy takie pozycje pochłaniałam w jeden wieczór, a ich tematyka bardzo mnie fascynowała. Z biegiem czasu "młodzieżówki" przestały mnie interesować, jednakże nadal mam sentyment do niektórych pozycji, które chyba na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Taką książką jest właśnie "Dobranoc, słonko", którą upolowałam w bibliotece zupełnie przez przypadek. Nie szłam do niej z zamysłem wypożyczenia akurat tej pozycji, lecz kiedy mój wzrok ją wypatrzył, nie mogłam przejść obok niej obojętnie.

"Dobranoc, słonko" opowiada historię Gabi - małej, dorastającej z każdymi stronami, dziewczynki, mającej oparcie w starszym bracie. Akcja rozgrywa się w latach 50., w czasach powojennych, kiedy ludzie nadal nie byli bezpieczni, nie zawsze mieli do jeść bądź gdzie mieszkać. Autorka zwraca uwagę na te kwestie, jednak nie to jest najważniejszym wątkiem całej fabuły.
Gabi jest pilną uczennicą, na początku ma lekkie problemy z odnalezieniem się w klasie, lecz z czasem zaczyna zdobyć różne przyjaźnie. Przyprowadza nawet swoją przyjaciółkę do domu, aby mogły razem odrobić lekcje lub porozmawiać. Ale po tym spotkaniu dziewczynka nie chce więcej rozmawiać z Gabi. Gabi sądzi, że to niemożliwe, że on nie mógł zrobić tego jej koleżance. Prawda jest jednak inna - jej ojczym dotykał w różnych miejscach nie tylko ją, lecz również jej przyjaciółkę.
Anton Malsch pojawił się znikąd i zniszczył Gabi całe życie. Brat, gdy tylko mógł, opuścił dom, zostawiając ją samą; mama przejmowała się bardziej swoim mężem niż córką; niektórzy nie chcieli się z nią zadawać, ponieważ usłyszeli złe słowa na jej temat. Wszystko przez jednego człowieka, który nieproszenie wtargnął do jej życia, zamieniając je w koszmar.

Molestowanie seksualne nie powinno być tematem tabu, lecz przeważnie nie chce się rozmawiać na ten temat, unika się go jak ognia. Niektórzy mają przykre doświadczenia i nie chcą o nich opowiadać. Inni chcą opowiedzieć swoją historię innym, która być może pomoże w jakiś sposób ludziom w podobnej sytuacji. Z badań przeprowadzonych wśród dorosłych wynika, że co trzecia kobieta i co dziesiąty mężczyzna byli wykorzystywani seksualnie w dzieciństwie. Mało kto jednak przyzna się do tego głośno. Heidi Hassenmuller podjęła się pisania na taki a nie inny temat, ponieważ sama doskonale go zna.

"To historia mojej młodości, której nie miałam... Napisałam ją z myślą o tych wszystkich dziewczętach, które znalazły się w równie beznadziejnej sytuacji. Przerwijcie milczenie i wołajcie o pomoc! Bez przerwy, aż was usłyszą."


 "Dobranoc, słonko" pisane jest lekkim językiem. Nie zawiera obszernych opisów, które nudziłyby czytelnika. Rozdziały są krótkie i konkretne - przekazują to, co przekazać mają. Nie ma w tej książce nic zbędnego. Czyta się szybko i przyjemnie, mimo mało przyjemnej tematyki. Osobiście uważam,że powinien zapoznać się z nią każdy nastolatek.


Kilka innych książek Hassenmuller, które warto przeczytać:   

*Desiree, czyli czas próby
*Niemy śmiech
*Fałszywa miłość
*Czarne, czerwone, śmierć
*Anioły stąd odeszły
*Pewnej wrześniowej niedzieli
*W sidłach anoreksji

niedziela, 15 grudnia 2013

52. Przegląd Końca Świata: Feed - Mira Grant




wydawnictwo: Sine Qua Non 
data wydania: 7 listopada 2012r. 
tytuł oryginalny: Feed
ilość stron: 496
okładka: miękka z zagięciami 
kategoria: zabawny thriller z dawką fantastyki 


 Niespełna godzinę temu, kiedy poczułam suchość w gardle, otworzyłam oczy, rejestrując pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Niechętnie wyciągnęłam dłoń w poszukiwaniu telefonu, który uświadomiłby mnie, jak późno się zbudziłam. Ledwo zerknęłam na niewielki ekranik i z wielkim ociąganiem podniosłam się, ruszając po dzienną dawkę kofeiny. Tak, sprawdziłam. W pobliżu nie było zombie.

Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz!

Upłynęło 20 lat. Georgia i Shaun Mason są na tropie największej historii w ich życiu – mrocznej konspiracji stojącej za infekcją. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna.


Jednym słowem: zombie. Jest wszędzie. Nawet kiedy go nie widać, ono gdzieś się czai, a jeśli się nie czai i tak trzeba myśleć w sposób taki, jakby się czaiło. Nie można wyjść spokojnie na ulicę bez uzbrojenia, bo w każdej chwili jest szansa na natknięcie się na nieumarłego. Trzeba uważać. Owszem, istnieje różnoraka ochrona, ale jeśli do zakażenia dojdzie w miejscu nią objętym, nie ma zmiłuj, trzeba działać. Jeśli ugryziony zostanie twój brat lub przyjaciel, nie będziesz się nad nim litował. Strzelisz mu kulkę w środek głowy, żeby ratować siebie i innych, bo on i tak już nie żyje. Jednak niektórzy lubią zbliżać się do zombie, ryzykując życie, by nagrać jakiś materiał i opublikować go w sieci. Chyba nie pomyśleliście, że robią to z czystej przyjemności. To po części ich praca - w ten sposób ostrzegają innych na całym świecie, co może się wydarzyć, kiedy zadrzecie z zombie. Shaun to wie, Georgia to wie, ale oboje chcą poznać prawdę, nie zważając na utratę życia.

Tak naprawdę jest ich trójka. Buffy jednak nie wychodzi w teren - zajmuje się pracą komputerową. Jest w tym dobra. Nawet bardzo. We trójkę tworzą zgrany zespół, który otrzymuję pracę u kandydata na prezydenta. Mają mu towarzyszyć, tworzyć rozeznania, wywiady, etc. etc. Nie mogą mijać się z prawdą, nawet jeśli jest nie wygodna dla owego kandydata. Sam tego chciał. Więc kiedy nieszczęście spada na jego rodzina, próbując odkryć tą prawdę. Za jaką cenę?

Sięgając po tą pozycję, zdawałam sobie sprawę, iż będę czytać coś, po co nie sięgam zbyt często. Tak, chyba się powtarzam. Ale jednak trzeba czasami tak zrobić. Podeszłam do tej książki z zaciekawieniem i optymizmem, który już na pierwszych stronach powoli zaczął się ulatniać...

Mira Grant stworzyła zupełnie nowy świat, niekoniecznie lepszy od naszego, rzeczywistego. Stworzyła wirusa, o których my byśmy nigdy nie pomyśleli. Ona jednak wpadła na ciekawy pomysł i postanowiła go wykorzystać. Owszem, w tym momencie stwierdzam, że sam pomysł nie jest zły. Jestem wręcz pod wrażeniem, iż autorka z wielką dokładnością opisała wirus KA. Nie lada zadaniem jest wymyślić coś takiego.
Nie mogę jej jednak pogratulować, jeśli chodzi o resztę fabuły, mianowicie ten cały wyjazd dziennikarskiej trójki z prawdopodobnie przyszłym prezydentem i trudnościami, które napotkali na swojej drodze. Zwykła, nieudana, nic nie wnosząca do naszego życia otoczka, która może zanudzić człowieka na śmierć. I ta cała otoczka tak naprawdę ciągnie się od początku do końca. Wniosek: cała książka może zanudzić człowieka na śmierć.

Sądziłam, że powieść będzie żywsza, że więcej będzie się w niej działo, że każdą stronę będę czytała z zapartym tchem. A jednak czytałam ją z półotwartymi oczyma. Tak naprawdę nie zauważyłam w niej nic niezwykłe interesującego (oprócz samego wirusa), podczas gdy sporo osób się nią zachwyca. Ciekawy zarys fabuły został przedstawiony w nieciekawy sposób, wręcz nudny. Rozmowy z gubernatorem, jego żoną, innymi ludźmi... od tego wszystkiego emanowała monotonność i szarość - nie byłam w stanie zobaczyć jasnych kolorów w tej powieści, nawet jeśli miałam możliwość przeczytania o kochającym się rodzeństwie, które oddałoby za siebie życie. Lecz czy mogłabym to uznać za interesujące? Niekoniecznie.

Gdzieś w opisie czytałam o jakiejś dawce humoru w powieści. Z tym muszę się zgodzić - pojawiła się w Feed. Tak, czasami uśmiechnęłam się pod nosem, czytając cięte dialogi. Istotnie, taki zabieg pasował do stylu, jakim została napisana książka.

Nie wiem, jak ostatecznie ocenić ową pozycję. Fakt, nie podobała mi się, czytałam ją baaaardzo długo, a nawet sądziłam, iż nie dotrwam do końca, jednak czy mogę określić tą powieść jako totalną klapę, nawet jeśli sądzę, że może naprawdę zanudzić? Nie jestem pewna, więc dzisiaj wstrzymam się od oceny.