
wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginalny: The Sinner
data wydania: 2004r.
ilość stron: 320
okładka: miękka
„Zmarli nie krzywdzą. Ból zadają żywi.”
Nazywali ją Królową Zmarłych. Była tego w pełni świadoma, mimo że ludzie szeptali to za jej plecami. Nikt nie powiedział jej tego w oczy. Ona za to lubiła posyłać ludziom lodowate spojrzenie. Nawet tym martwym. Tym w szczególności lubiła się przyglądać. Taki był jej zawód. Doktor Maura Isles lubiła swoją pracę, która dla niektórych wydawała się przerażająca lub odrażająca. W końcu kogo ciągnie do siniejących ciał, widoku krwi i ludzkich wnętrzności? Maura Isles była do tego przyzwyczajona. Lubiła swój zawód.
Nie lubiła być zdana na pomoc innych. Zwykła radzić sobie sama, a ludzi, którzy chcieli obdarzyć ją pomocą, zwykle odtrącała. Nie zawsze. Ale nie chciała, aby ktoś wtrącał się w jej problemy. Lub uświadamiał jej, że rzeczywiście je ma. Starała się oddzielać pracę od życia osobistego. Nie mogła przecież łączyć jednego i drugiego. Bardziej jednak zależało jej na tym pierwszym - tropienie zabójców było, można powiedzieć, całym jej życiem. Taką właśnie kobietą była Jane Rizzoli, detektyw Jane Rizzoli.
W pewnym klasztorze zostają napadnięte dwie zakonnice. Jedna ginie, druga zostanie przewieziona do szpitala w stanie śpiączki. Autopsja wykazuje, że zamordowana zakonnica była w ciąży. W innym budynku klasztoru zostaje napadnięta kobieta. W indyjskiej wiosce giną wszyscy mieszkańcy. Jaki związek ma jedna zbrodnia z drugą? Dobre pytanie. Kto za tym stoi? Jeszcze lepsze pytanie. Jaki był motyw? Tyle pytań, tyle mylnych tropów, tyle zagadek... Jednak kto sobie z tym poradzi, jak nie pani patolog i pani detektyw?
„W końcu o wiele bezpieczniej być tchórzem. I o wiele wygodniej.”
Niejednokrotnie miałam możliwość spotkania się z twórczością Tess Gerritsen. Jedną powieść przeczytałam, jedną zaczęłam, ale nie skończyłam. "Grzesznik" jest drugą z kolei powieścią Gerritsen, którą dokończyłam. Jako iż mama stwierdziła, że książka jest na poziomie średnim, to ja i tak oczekiwałam od niej czegoś więcej. Wiem, że autorka jest dobra. Nawet bardzo dobra. Sam Coben stwierdził, że w tym gatunku nie ma nikogo lepszego. Ja autorce nic wielkiego nie mam do zarzucenia. Pomysł na fabułę bardzo mi się podobał, szczególnie zaintrygowała mnie wzmianka o zakonnicy w ciąży. Kto nie chciałby się dowiedzieć, kim jest ojciec dziecka, a tym bardziej, gdzie podziewa się dziecko? Tak, tak, pani detektyw ma za zadanie również znalezienie noworodka, co nie jest wcale takie proste, ponieważ nikt nie wiedział o ciąży. Chyba że... W takich wypadkach zawsze podejrzany jest ksiądz. Zawsze. Ale podejrzanych jest wielu. Niektórzy nie mają nic wspólnego ze sprawą. My, czytelnicy, w pełni nie możemy przewidzieć, kto rzeczywiście brał w tym udział. Czasami się domyślamy, obstawiamy, a na końcu cieszymy, że udało nam się zgadnąć. Czasami podejrzewamy, ale nasze podejrzenia są mylne. A kto, jak nie autor, próbuje nas zwieźć? Specjalnie sprowadza nasze myślenie na złe tory, byśmy za kilka stron mogli przeżyć szok. Zabieg potrzebny, to oczywiste. Przecież musi się coś dziać. Bez tego książki byłyby nudne. Tess Gerritsen nie odbiega od tego, zwodzi nas, ile się da, i ma z tego wielką frajdę.
"Grzesznik" nie jest w całości pochłonięty zabójstwami. W książce pojawiają się również inne wątki. Jak można się domyśleć, chodzi o relacje damsko-męskie. Nie są to jednak ckliwe historyjki, a sprawy bardziej poważne. Poznajemy stosunek chłodnych w relacjach z innymi kobiet do mężczyzn, na których im zależy. Wydaje nam się, że jak zawsze będą żyć długo i szczęśliwie, ponieważ to musi skończyć się dobrze. Jednak nie. Nie zawsze wszystko kończy się. A może tu akurat się skończy?
Oczekiwałam od tej książki dużo. Trochę się zawiodłam; nie była taka wspaniała, jak bym chciała. Mimo wszystko mogę śmiało stwierdzić, że powieść jest dobra. Nie jest objętościowo gruba, lecz wciąga czytelnika od samego początku. Wciąga i intryguje. 7,5/10.